Modlitwa i znaki

Modlitwa i znaki 

 

Trwając w wierze w Boga spotykają mnie różne dziwne wydarzenia. Chciałabym się podzielić kilkoma dziwnymi wydarzeniami jakie miały miejsce w ostatnim czasie. Życie człowieka nie jest wolne od zmartwień i trosk. Jakiś czas temu wyjechałam na kilkudniową wycieczkę, szczerze nie miałam po co wracać do swojego miasta. Nie miałam pracy i modliłam się o to by Bóg to zmienił.

Całą drogę powrotną modliłam się by Bóg dał mi pracę. Po powrocie do swojego miasta poszłam na zwykłe zakupy. Zaczepił mnie pewien mężczyzna prosząc o dołożenie kilkunastu złotych do biletu. Nie jestem zbyt chętna by pomagać takim osobą, ponieważ większość z nich przeznacza pieniądze na alkohol. Mężczyzna ten popłakał się na moich oczach. Był po 50. Powiedział mi, że właśnie w szpitalu zmarła mu matka i został całkiem sam na świecie. Deklarował, że nie chcę pieniędzy na picie i pierwszy raz w życiu prosi kogoś obcego o pomoc czego się bardzo wstydzi. Poprosił mnie o numer mojego konta, że nie jest naciągaczem. Pomogłam mu. Zapytał mnie jak może mi za to podziękować. Nie wiedziałam co mu powiedzieć. Po chwili dodał, że wie co dla mnie zrobi – pomodli się za mnie i, że Bóg mi pobłogosławi i odda mi wszelkie dobro za pomoc. Powiedziałam mu, że jestem wierząca i żeby również trwał w wierze.

Kiedy wróciłam już do swojego domu zadzwoniła do mnie bliska osoba z rodziny, że przebywała w pewnym zakładzie pracy i proponowali jej tam podjęcie stanowiska. Osoba z rodziny odmówiła, ale od razu pomyślała o mnie i poinformowała mnie o tym. Złożyłam cv, ale byłam nastawiona na to, że się nie uda. Wyznaczono mi dzień na rozmowę kwalifikacyjną na godzinę 9. Całą drogę modliłam się do Boga prosząc o znak, czy dostanę tą pracę. Tuż przed wejściem do budynku zakładu pracy, ujrzałam przed sobą kobietę. Była to starsza schorowana pani. Miała problemy z poruszaniem się i niosła ze sobą wielkie torby z zakupami. Widziałam, że to sprawia jej ból i jest dla niej bardzo uciążliwe. Były 3 minuty przed rozpoczęciem mojej rozmowy kwalifikacyjnej. Z jednej strony serce podpowiadało mi by jej pomóc z drugiej strony chciałam nie być spóźniona na tak ważne spotkanie. Pomyślałam sobie, że najpierw pomoc, a potem niech się dzieje wola nieba z tą pracą. Podeszłam do niej, zabrałam jej torby i odprowadziłam ją do jej mieszkania. Okazało się, że blisko mieszka. Była wzruszona tym, że ktoś pomógł jej w tak małej czynności. Rozpłakała się powiedziała mi, że to pierwszy gest od dawna, gdy ktoś jej pomógł. Zapytała jak ma mi dziękować. Powiedziałam, że nie musi dziękować, że bym chętnie jej pomogła jej we wszystkim, ale spieszę się na ważną rozmowę. Przytuliła mnie i powiedziała, że się za mnie pomodli. Powiedziałam jej, że jestem bardzo wierząca i cieszę się na te słowa. Ucałowała mnie z radości, że jestem osoba wierzącą. Na koniec dodała, że Bóg mi pomoże. Byłam w szoku. Na rozmowę kwalifikacyjną szłam otumaniona. Obce osoby w tygodniu płaczą i mówią o Bogu to bardzo dziwne. Pracę dostałam.

Ostatnio jednak znów się dla mnie zaczął trudny okres. Każda osoba wierząca ma kryzys. Ja zawsze się modlę prosząc Boga o znaki, że będzie dobrze. I tym razem szłam prosząc Boga o znak, że ze mną jest i mnie poprowadzi. Byłam ze swoim psem przejść się. Podszedł do mnie mój sąsiad, którego rzadko widuje, ponieważ mieszka w innej dzielnicy mojego miasta, a spotykam go czasem, bo odwiedza swoją matkę. Sąsiad zapytał mnie, czy u mnie wszystko w porządku, czy nie mam już kłopotów ze swoimi sąsiadami. Moim sąsiedzi wyrządzili mi wiele krzywdy. Zaczepiali mnie bez powodu. Robili wszystko co tylko mogli by zakłócić mój spokój. Powiedział, że jest chrześcijaninem i myślał o moich dawnych kłopotach, że pewnego dnia nie mógł spać i nie rozumiał czemu osobę taką jak ja spotykają krzywdy. Powiedział mi, że jest wierzący i uważa, że ludzie są mściwi, bo są opętani, bo mają zło w sobie. Powiedział, że osoby te muszą mieć w sobie diabły, które ich zmuszają do ataku na mnie. Powiedziałam mu, że również w to wierzę. Sąsiad opowiedział mi o swoich doświadczeniach duchowych.

Kiedyś bardzo rozchorował się na płuca. Temperatura jego ciała wynosiła ponad 40 stopni. Konsylium lekarskie rozkładało ręce. Jego rodzina została poinformowana, że umrze w przeciągu kilku godzin. Pielęgniarki zebrane wokół jego łóżka powiedziały mu, żeby zaczął się modlić one również zaczęły się modlić. Po utracie przytomności miał wizję. Topił się w dziecięcych gumowych piłeczkach. Zaczął modlić się do Boga, by ten dał mu życie, by go jeszcze nie zabierał. Nagle ujrzał rękę, która wychodziła z nieba i kierowała się w jego stronę. Rękę, która oferowała mu pomoc. Przytrzymał się tej ręki i ona zaczęła go wyciągać ze stanu topienia się. Czuł się coraz lepiej w tej wizji. Ocknął się, a lekarze byli w szoku, że nagle temperatura jego ciała wróciła do normy, że zagrożenie minęło w ciągu kilku minut. Powiedzieli mu, że był to cud. Zapytał mnie, czy wierzę w takie rzeczy. Powiedziałam mu, że oczywiście, że to całe moje życie. Sąsiad nie wie, że prowadzę tą stronę i mam dość sporą wiedzę na tematy duchowe. Zapytał, czy wierzę w to, że Bóg na co dzień pomaga. Powiedziałam, że dla mnie to oczywiste.

Opowiedział mi, że jakiś czas temu został skierowany do szpitala. Nie należy do ludzi zamożnych i nie miał pieniędzy na to by kupić leki i potrzebne rzeczy do szpitala. Zaczął się modlić prosząc Boga o pomoc w kwestiach finansowych. Poszedł na swoją działkę, płacząc ze smutku, że akurat w takim momencie musi mieć kłopoty finansowe. Boże błagam pomóż mi. Powiedział mi, że tak się modlił. Wracając z działki. Na jednej ze ścieżek znalazł dokładnie tą kwotę pieniędzy jaką potrzebował na szpital i leki. Opowiedziałam mu kilka swoich doświadczeń modlitewnych. Przytulił mnie i pocałował ciesząc się, że również staram się być blisko Boga. Takie sytuacje to dla mnie znaki. Dodam, że dla mnie to niesamowite uczucie, gdy z zupełnie obcymi osobami tematy schodzą na Boga.

Administrator strony 

Patrz też: Siła modlitwy