Pogrzeb w Indiach kasty bramińskiej

Pogrzeb kasty bramińskiej w Indiach

Gdy pojawiały się objawy świadczące o zbliżającym się zgonie bramina, jego rodzina wybierała odpowiednie miejsce na ziemi i smarowała je krowim nawozem. Braminowi nie wolno było umrzeć na łóżku lub chociażby na macie, ponieważ jak wierzono, dusza opuszczając ciało umierającego przeobleka się w inne ciało. 

Po złożeniu konającego na ziemi wezwany w tym celu kapłan bramiński oraz główny żałobnik, czyli osoba najbliżej spokrewniona z umierającym, dokonywali ceremonii doskonałego oczyszczenia. Do pokoju wnoszono dwie tace. Na jednej z nich znajdowało się trochę złota, srebrnych i miedzianych monet. Na drugiej znajdowała się mieszanina pięciu substancji pochodzących od krowy tj. mleka, twarogu, topionego masła, nawozu i uryny. Kapłan wlewał kilka kropel tej mieszaniny do ust umierającego. 

Zwłoki dokładnie obmywano i golono. Następnie owijano w bogate szaty, na czole umieszczano kawałki drewna sandałowego, usta wypełniano liśćmi betelu. Tak przygotowane ciało składano na marach, które skonstruowane były z dwóch podłużnych żerdzi i siedmiu poprzeczek powiązanych ze sobą liniami i trawą. 

Po przybyciu na miejsce kremacji zwłoki składano na wcześniej już przygotowanym stosie, a główny żałobnik lepił z krowiego nawozu kulkę, którą następnie zapalał i umieszczał na pępku zmarłego. Do ust nieboszczyka wkładano złotą monetę, podchodzący kolejno krewni i przyjaciele po kilka rozmoczonych ziaren ryżu. Czasem na zwłokach umieszczano jeszcze przedmioty domowego użytku jak: talerze i chochle. 

Na podstawie kierunku rozpowszechniania się płomieni wróżono o przyszłym losie zmarłego. Po ceremonii kremacji żałobnicy udawali się do rzeki, by oczyścić się rytualnie, gdyż skalani byli bliskością zwłok. Zanurzywszy się w wodzie, odwracali się twarzą na południe o składali umarłemu ofiarę  z wody, wymawiając nazwisko rodowe i imię nieboszczyka. 

Przez 10 dni, kiedy częściowo spalone zwłoki pozostawały na miejsce kremacji, krewni zmarłego spali na gołej ziemi, jadali pożywienie bez soli, a ponadto nie wolno było im pracować. 

W 11 dniu żałoby należało pogrzebać pozostałe po kremacji szczątki zmarłego. Cała rodzina znów przybywała na cmentarz. Kapłan przystępował do stosu i biorąc dwoma palcami kości nieboszczyka, w ustalonej kolejności, poczynając od kości stóp a kończąc na czaszce, wkładał do urny, którą następnie przystrajano kwiatami. W końcu kapłan wrzucal do niej garść ziemi i przykrywał wiekiem.