Medytacja i zjawisko śmierci klinicznej

Medytacja i zjawisko śmierci klinicznej

Badacze zjawisk paranormalnych zauważyli niezwykłe podobieństwo między doświadczeniami przeżytymi podczas medytacji oraz stanami świadomości w tak zwanej śmierci klinicznej. Dr William Van Gordon z Derby Uniwersytet przez dziesięć lat prowadził eksperymenty z grupą 10 buddystów. Buddyści nauczyli się inicjować u siebie doznania podobne do tych, o jakich mówią ludzie, którzy doświadczyli zjawiska wyjścia z ciała podczas śmierci klinicznej.

Dr Van Gordon zajął się badaniem tego zjawiska ze względu na to, że jeszcze żadni naukowcy nie próbowali go zbadać w warunkach laboratoryjnych. Buddyjscy mnisi podczas eksperymentów deklarowali, że mieli wrażenie wyjścia z ciała oraz, że dzięki medytacji udało im się odwiedzić zaświaty. Ciężko jednoznacznie wysunąć wnioski z tego badania, ponieważ nie da się ustalić jak blisko medytacja była podobna do doświadczenia tak zwanej śmierci klinicznej. 

Zmienione stany świadomości uczestników badania mogły zostać przez doświadczenie OOBE i tak zwanych podróży astralnych. Van Gordon uważa, że medytacje można wykorzystać do tego by zgłębić proces umierania i tego co dzieje się z człowiekiem po śmierci. Badacz ten podkreśla, że wiele tekstów bardzo ważnych dla buddystów w tym między innymi Tybetańska Księga Umierania. Księga ta opisuje proces opuszczania dusze przez ciało aż do procesu powtórnej inkarnacji. 

Wydaje się jednak być mało prawdopodobne by zwykła medytacja mogła odsłonić przed człowiekiem tajemnice życia po śmierci. Medytacja pomaga w opuszczeniu ciała przez człowieka, jednak tak naprawdę bardzo mało mówi się o jej zagrożeniach i z czym tak naprawdę się ona wiążę. 

Ciężko uwierzyć w to, że człowiek w takim stanie odwiedza zaświaty, co najwyżej podczas tego stanu odbywa podróże astralne. Autor Robert Monroe w swoich publikacjach wiele poświęca tematowi podróży astralnych. W swoich relacjach nie raz podkreśla, że w owych światach często atakują go istoty demoniczne. Czy tak może wyglądać raj, czy miejsce, gdzie dusze czekają na swoją rzekomą kolejną inkarnacje ? 

Warto dodać, że pisma tantryczne głoszą, że człowiek, aby osiągnąć wyższy szczebel duchowego rozwoju musi dojść do konfrontacji z własną mroczną stroną. Kundalini, Smok, Diabeł - to siły, które człowiek musi nauczyć kontrolować, aby odrodzić się ponownie i przebudować własną osobowość i otaczający świat. Rozwój duchowy nie jest przeznaczony dla wszystkich, ale jedynie dla tych, którzy są rzekomo silni,  by naprawdę skierować się ku boskości. Normalny umysł jest świecą w ciemnym pokoju. Gdy rozsłoni się żaluzje, światło słoneczne uczyni płomień niewidzialnym. Tak stan wtajemniczenia poprzez medytacje określał Aleister Crowley. 

Crowley mówił także, że dwupłatkowy lotos w szyszynce pobiera pokarm potrzebny myśli, podczas gdy ponad złączami struktur mózgowych znajduje się ten wzniosły tysiącjednopłatkowy lotos, który podlega wyższemu wpływowi i w którym, u adepta, pobudzona Kundalini doznaje rozkoszy z panem wszystkiego (Szatanem). 

Warto na koniec wspomnieć, że najwyższy etap jaki można osiągnąć w medytacji zwany jest Kundalini. Wiele mistrzów w tym tybetański guru Chogyam Trungpa, przesterzega przed niebezpieczeństwem tej unii: powikłaniami fizycznymi, obłąkaniem a nawet zgonem. Osiągnięcie unii manifestuję się wstrząsem, konwulsjami, zniekształceniem twarzy, sardonicznym śmiechem, przypływem nadludzkiej mocy. Nietrudno rozpoznać w nim klasyczne symptomy zdemonizowania. Wielki przypływ energii jest częstym zjawiskiem u wschodnich i zachodnich guru, którzy sami wyznają, że są pod wpływem duchów, demonów czy bogów, a także u niezliczonej rzeszy okultystów i wielu uprawiających medytacje w celu otwarcia u siebie tak zwanego "trzeciego oka". 

Podsumowując wiedza na temat medytacji jest zakłamana. Otwieranie tak zwanych czakr nie przybliża człowieka do odkrycia utajonych prawd, ale tak naprawdę przybliża człowieka do demonów i ich świata. Czy warto wierzyć w przekazy, które od początku powiązane są z wężem Kundalini ? Jezus Chrystus nauczał: Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie miało zostać ujawnione, ani nic tajemnego, co by nie było poznane i na jaw nie wyszło. (Łk.7:18). Warto się zastanowić, czy zaufać Biblii odnośnie stanu umarłych po śmierci, czy wszelkim praktykom, które mają swoje korzenie w okultyzmie.