DZIECKO W CZASACH JEZUSA W IZRAELU

Gdy dziecko przychodziło na świat, w rodzinie żydowskiej panowała wielka radość. Rodzice cieszyli się niewymownie; o szczęśliwym wydarzeniu zawiadamiali natychmiast wieś lub dzielnicę. Dla Izraelity dzieci zawsze były skarbem i błogosławieństwem. ,,Oto synowie są darem Pana, a owoc łona nagrodą” – mówi Psalm(Ps.CXXVI). Inny znów porównuję ojca licznej rodziny do człowieka, którego stół jest zawsze otoczony młodymi ,,pędami oliwnymi”. Pospolita gra słów czyniła z dzieci – banim, budowniczych – bonim. Toteż bezpłodność była prawdziwą hańbą. Elżbieta, matka Jana Chrzciciela, mówi to dosłownie, a rabbiowie posuwając się jeszcze dalej, głosili, że człowiek ,,człowiek bezdzietny winien być uważany za zmarłego”.  Bezpłodność zamierzona była jednym z najcięższych grzechów. Pragnienie posiadania dzieci dzieci było tak wielkie, że w dawnych czasach prawowita żona godziła się, aby mąż spłodził potomstwo z którąś z jej służebnic, jak uczynił to Abraham. Nie wiadomo jednak, czy ten poligamiczny zwyczaj był jeszcze przyjęty za czasów Jezusa. 

Pragnienie, by jak najwięcej dzieci mogło ujrzeć światło dzienne, było tak wielkie, że rabbiowie pozwalali czynić wyjątek w świętym nakazie odpoczynku szabatowego, aby zaopiekować się położnicą, sprowadzić do niej położną. Jeżeli życie matki mogło grozić niebezpieczeństwo, stosowanie środków zapobiegających ciąży było nie tylko dozwolone, ale nawet zalecane(Jewamot XII, 6-12). Ojciec nie mógł być obecny przy narodzinach dziecka. Powinszowania były specjalnie gorące, gdy narodził się syn. W Izraelu można było nie wykazywać zbytniej radości z powodu narodzin córki.